środa, 30 stycznia 2013

lakiery do paznokci po porządkach :)


Witajcie,

Ostatnimi czasy uwielbiam porządki. Pozbywając się  niepotrzebnych rzeczy z mojego otoczenia (ciuchy, kosmetyki, bibeloty, książki, materiały ze studiów, za małe ciuszki i zabawki Helenki, które leżą w kącie, a nawet herbaty :)) odczuwam swego rodzaju radość i podekscytowanie. Uczucia podobne do tych, które towarzyszą mi przy zakupach....Mam jakąś silną potrzebę minimalizmu, która kłóci się z moim zakupoholizmem :)

Porządki nie ominęły moich lakierów do paznokci. Jako, że EKOpieluchy trzeba zapierać, włosy myć codziennie (ewentualnie co 2 dni), kąpać Helenkę, myć naczynia - lakier na moich paznokciach trzymał się bardzo krótko, co zniechęciło mnie do malowania paznokci, ale zdarzały się okazje do pomalowania (np. spotkanie z przyjaciółką - nie wiem jak Wy, ale ja na spotkanie z przyjaciółką stroję się bardziej niż kiedyś na randki :D)

Zgodnie z moją zasadą porządkowania - "jeżeli nie używałaś czegoś przez rok, to na pewno już tego nie użyjesz", wyrzuciłam lakiery, których nie używałam (suche, powtarzające się kolory, kolory nieodpowiadające mojemu gustowi, nietrafione prezenty...itp).

Zostawiłam sobie tylko kilka lakierów, które używam:




1) Top coat i baza OPI - czasem lądowały solo na moich paznokciach zamiast lakieru.

2) Max Factor Max Effect - kupiłam go podczas wyprzedaży kolorówki w rossmanie (-40%). Cena ok. 17zł (za malutki lakier) to trochę dużo, ale trwałość mnie zachwyciła. Szkoda tylko, że kolory w tej serii mi nie odpowiadają. Podoba mi się mała buteleczka, bo zazwyczaj wyrzucałam lakier w połowie.

3) Nail polish H&M - 3 miesiące temu zakochałam się w lakierze ORLY (Flare) cena ok. 40 zł. Ostatecznie go nie kupiłam, bo lakier nadaje się tylko na specjalne okazje, ale trafiłam na taki sam w H&M za jakieś drobne pieniądze (chyba nawet nie 10 zł) i super się sprawdził. Żeby uzyskać dobry efekt trzeba pomalować nim paznokcie 3 razy, ale trwałość oceniam na plus. Dostałam wiele komplementów odnośnie moich paznokci pomalowanych tym lakierem.

4) Essie Mademoiselle - kilka razy mnie uratował. Wygląda dobrze już przy jednej warstwie :) 

5) Essie Sexy Divide - elegancki, ciemny fiolet. 2 warstwy i wygląda super.


Resztę lakierów wyrzuciłam, bądź oddałam siostrze :) 

Ps. Wczoraj robiłam sernik z przepisu nissiax. Żałuję, że nie miałam blaszki kwadratowej, bo musiałam łamać herbatniki na kilka kawałków :D Nie wyszedł taki ładny jak u niessiax (pozdrawiam serdecznie !), ale jest zdecydowanie pyszny :)




Pozdrawiam,
mammahelenki


sobota, 26 stycznia 2013

WW, czyli Włosowe Wishlist

Gdy tylko uporam się z denkiem (dzielnie się trzymam, mimo pokus ze strony innych włosomaniaczek :D), mam zamiar wypróbować poniższe produkty:

1) Tangle teezer compact styler (czarna) - niedługo urodziny :D
2) Wcierki & toniki & olejki (skalp): 
a) Naturalny tonik przeciw wypadaniu OOO Pierwoje Reshenie,
b) Himalaya olejek do włosów 200 ml,
c) jantar, joanna rzepa, radical- miałam już, ale gdy wpadną mi w ręce to nie pogardzę :D,
d) kulpol,
e) kamiwaza.

3) Maski & odżywki:
a) Maska drożdżowa do włosów 300 ml receptura babuszki agafii,
b) BH HERB Club Hair Mask,
c) Himalaya herbals hair loss- krem przeciwko wypadaniu,
d) balsam przeciw wypadaniu włosów z enzymami pijawki lekarskiej,
e) balsam mineralny fito-biol.

4) Szampony:
a) Natura Siberica- szampon do włosów neutralny dla wrażliwej skóry głowy,
b) cadey, bilba vitaoil l'olio nonshampoo - oliwka do mycia włosów,
c) szampon aloesowy Equilibra,
d) facelle,
e) fitomed- dobrze się sprawdził więc powrócę :)   

5) Inne:
SOK ALOESOWY - Litry <3

6) Suplementacja wewnętrzna:
Kiełkownica    
       

  A może Wy znacie jakiś godny polecenia produkt ? :)


 
  Pozdrawiam
  mammahelenki

piątek, 25 stycznia 2013

olejki do twarzy :)


Witajcie,

Chciałabym pokazać Wam swoje ulubione olejki do twarzy.

Oleje do twarzy zużywam bardzo wolno. Zazwyczaj nakładam kroplę po OCM, bądź kroplę oleju z kwasem hialuronowym.

Olejki trzymam w lodówce (tuż nad jajkami :D), żeby dłużej zachowały świeżość i nie jełczały.





1) olej z orzecha włoskiego - do ocm
2) organiczny olej rycynowy- do ocm
3) organiczny olej z wiesiołka - denko
4) naturalny olej z  czarnuszki siewnej (właściwie kupiłam go do włosów, ale bardziej spodobało mi się jego działania na twarz)
5) naturalny olej z nasion malin - skuszona przez włosomaniaczki, przez jego właściwości UV
6) olej arganowy z Maroka- ulubiony <3
7) kwas hialuronowy

Olejki są po intensywnym denku (wcześniej miałam 3 półeczki.....). Oleje których działanie bądź zapach mnie nie zadowoliły zużywałam do ciała albo na długość włosów przy olejowaniu (skalp: sesa, khadi, amla, dabur, czarnuszka, łopian).

Teraz nauczona doświadczeniem będę kupowała opakowania 15 ml oleju :)

Jakie są Wasze typy olejków do twarzy ? :)

Pozdrawiam,
mammahelenki

czwartek, 24 stycznia 2013

Komfort snu- poduszka z gryki, gorczycy i lawendy

Witajcie,

Chciałabym podzielić się z Wami moimi doświadczeniami odnośnie komfortu podczas snu.

Kiedyś nie miało to dla mnie żadnego znaczenia- po prostu kładłam się i zasypiałam. Wszystko zmieniło się podczas ciąży, ponieważ w stanie błogosławionym zaleca się spanie na lewym boku (Ze względu na ucisk żyły głównej dolnej podczas spania na prawym boku lub na plecach, a co za tym idzie zmniejszenie dopływu krwi do serca. Kolejnym argumentem przemawiającym za spaniem na lewym boku jest lepsze dotlenienie mózgu i macicy, profilaktyka hemoroidów, żylaków, obrzęków oraz lepsza praca nerek).

Przed ciążą spałam tak jak miałam ochotę- na plecach, na brzuchu czy na bokach, więc przyszło mi się przestawić. Wtedy zaczęły się moje problemy ze snem. Było mi niewygodnie i miałam dość dyskomfortu, więc postanowiłam zmienić poduszkę.

Trafiłam w dziesiątkę. Komfort snu znacznie się polepszył i powoli zaczęłam przyzwyczajać się do nakazanej pozycji spania :)

Co wybrałam?
PODUSZKĘ Z ŁUSKĄ GRYCZANĄ I GORCZYCĄ.

Opis producenta: "
Gorczyca biała działa leczniczo na takie dolegliwości jak:

- Usuwa zmęczenie, poprawia samopoczucie, likwiduje bezsenność, reguluje układ nerwowy (wycisza), poprawia przemianę materii (reguluje wagę ciała).

- Poprawia krążenie, zwiększa wyniki rehabilitacji, normalizuje napięcie mięśniowe,

 dzięki czemu ma szerokie zastosowanie w leczeniu niedowładów,

 niedowładów w przypadku zmian zwyrodnieniowych kręgosłupa (dyskopatia), powikłań neurologicznych.

- Zmniejsza wrażliwość na zmianę warunków biometeorologicznych.

- Posiada właściwości przeciwbólowe. Leczenie gorczycą stosowane

 jest głównie przy bólach reumatycznych i zwyrodnieniowych, 

przy różnego rodzaju stanach zapalnych układu kostno-stawowego,

 przy nerwobólach i bólach głowy innego pochodzenia oraz bolesnych miesiączkach.

- Nasiona gorczycy przeciwdziałają szkodliwemu promieniowaniu

 żył i cieków wodnych (zapobiegają negatywnemu wpływowi 

niewłaściwie umieszczonych budynków mieszkalnych) "



Dodatkowo poprosiłam o poszewkę z lnu (gdy zostałam włosomaniaczką - ok. czerwca- zaczęłam poszukiwania poszewki jedwabnej, która nie niszczyłaby włosów, ale nigdzie nie mogę znaleźć 100% jedwabiu :( może coś podpowiecie??? :) ).

Dodałam do niej zakupione na stronie zsk suszone kwiaty lawendy, które wpływają na odstresowanie (poza tym lubię ten zapach :))

Poduszka dotychczas sprawdza się idealnie ! Znacznie poprawiła komfort mojego snu. Ma jedynie dwie wady: 
1) waga- waży ok. 3 kg (więc na weekendowe wypady nie zabieram jej ze sobą, choć bardzo bym chciała),
2) poszewka lniana jest dość "ostra" dla moich włosów - czasem po nocy zostaje na niej jakiś włos.


Reasumując, zdecydowanie polecam zakup choćby małej poduszki z łuską (na spróbowanie), bo ceny (chyba ok. 10-20 zł za małego "jaśka") nie są wygórowane, a mogą one zdecydowanie podnieść komfort snu, który jest bardzo ważny (poza tym sen to najlepszy kosmetyk!!!!).



Pozdrawiam,
inż. mammahelenki :)

wtorek, 15 stycznia 2013

"Mistrz i Małgorzata"

"– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...)
 – Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.”

Michaił Bułhakow "Mistrz i Małgorzata"

niedziela, 13 stycznia 2013

Masło shea, czyli jak uniknęłam rozstępów w ciąży

W poście o EKOpieluchach wspomniałam o tym, że nie miałam problemów z rozstępami po ciąży. Dzisiaj rozwinę trochę ten temat.

Na początku ciąży znalazłam gdzieś w internecie Reni Jusis, która bardzo polecała masło shea. Zamówiłam więc nierafinowane (chyba 100 g) opakowanie. Pierwsze dni z nim nie należały do przyjemnych, ale przynajmniej zapach mnie nie drażnił (jak niektóre zapachy- szczególnie perfumy ! W ciąży nie użyłam ich ani razu). W internecie przeczytałam całe mnóstwo komentarzy kobiet, które po stosowaniu w ciąży masła shea nie miały rozstępów- to dodawało mi sił i motywacji, by nadal go używać :D

Przez pierwsze 3 miesiące moja ciąża nie była widoczna. Dopiero w 4 miesiącu zrobił się mały brzusio, ale i tak od 2 miesiąca maltretowałam się masłem shea.

Zamawiałam duże 400-gramowe wiaderka na allegro (za 34,90 zł), które trzymałam w lodówce. Ok. 50 g przekładałam do małego pudełeczka (ze względu na zmiany twardości masła shea w zależności od temperatury- masło w lodówce było jak kamień). Takich wiaderek zużyłam kilka :)

Dzielnie smarowałam nim brzuch, plecy i pośladki. O nogach i piersiach nie pomyślałam, czego bardzo żałuję. Na wewnętrznej części ud mam niewielkie rozstępy i niestety na piersiach również (przed ciążą nosiłam miseczkę B-70, w trakcie ciąży C-70, w trakcie karmienia E/F-65), ale są to malutkie, niemal niewidoczne i jasne kreseczki.

Jak go używałam? 

Po codziennym, wieczornym prysznicu, na jeszcze mokre ciało, wcierałam podgrzane na kaloryferze masełko. Potem ubierałam ciuchy, które przeznaczyłam na straty, gdyż masło zostawia baardzo tłusty film na skórze :)

Moja rodzina strasznie marudziła na zapach unoszący się w domu od tego masła..... Mama nazwała go zapachem "zdechłego psa" (?). Musiała go znosić aż do końca mojej ciąży :))

Masło shea śmierdzi, wymaga wcześniejszego podgrzania (ewentualnie roztopienia w dłoniach), ciężko się je nakłada, zostawia tłusty film na ciele, ale POMOGŁO MI UNIKNĄĆ ROZSTĘPÓW, więc gdybym miała jeszcze raz (bogatsza o swoje dotychczasowe doświadczenia) używać go przez 8 miesięcy- nie wahałabym się ani minuty, a dodatkowo smarowałabym nim piersi i uda :):):)


                                                                            (źródło)




Pozdrawiam,
mammahelenki

sobota, 12 stycznia 2013

IT'S ONLY A PICTURE TAG


Witajcie,

Zostałam otagowana przez Balbinę, za co bardzo dziękuję :):):)




Zasady:
1. Umieść w poście baner z tytułem tagu i linkiem do Kirei - inicjatorki tagu
2.  Odpowiedz na 17 pytań w formie zdjęcia - może to być pojedyncze zdjęcie, kolaż złożony z kilku zdjęć, sfotografowany rysunek, PrintScreen. Ważne, żeby odpowiedź była w formie graficznej, a nie tekstowej - ewentualnie krótki podpis dozwolony :)
3.Postarajcie się, aby większość zdjęć była Wasza własna, a nie np. pobrana z internetu z podaniem źródła. Wtedy ten tag będzie bardziej "osobisty" i ciekawy, choć kilka pytań trochę utrudnia to zadanie (np. w przypadku pytania o życzenie).
4. Otaguj 7 osób :)
Pytania (przetłumaczone z niemieckiej wersji TAGU)
  1. Codziennie widzisz...
  2. Ubranie, w którym "mieszkasz"?
  3. Ulubiona pora dnia?
  4. Coś nowego?
  5. Właśnie tęsknisz za...
  6. Piosenka, która za tobą chodzi...
  7. "Nagłówek" Twojego tygodnia to...
  8. Najlepszy moment tygodnia?
  9. Czym chciałaś/eś być jako dziecko?
  10. Nigdy nie rozstajesz się z....
  11. Co można znaleźć na Twojej liście życzeń.
  12. Twoja miłość od pierwszego wejrzenia.
  13. Coś, co robisz przez cały czas.
  14. Zdjęcie tygodnia?
  15. Ulubione słowo/wyrażenie?
  16. Najlepszy moment roku.
  17. Ktoś, kto zawsze potrafi Cię uszczęśliwić.

ODPOWIEDZI:

1. Codziennie widzisz...



(moja torebka na biurku i notatki na obronę inż., od kilku dni widok bez zmian)


2. Ubranie, w którym "mieszkasz"? 
(są to klapki sportowe adidas, zbyt drastyczne by pokazać na blogu, dosłownie w nich mieszkam ! )


3. Ulubiona pora dnia:
(Prawda, że pięknie?- jeszcze 3 godziny spania :)) 

4. Coś nowego:

   (prezenty gwiazdkowe <3)

5. Właśnie tęsknisz za... 

(TRUSKAWKAMI!!!! Moi teściowie mają ogromne pola truskawek)



6. Piosenka, która za tobą chodzi... 


7. "Nagłówek" Twojego tygodnia to...
(Mama inżynier ? :))



8. Najlepszy moment tygodnia:
(Helenka nauczyła się robić 'kosi kosi łapki')


9. Czym chciałaś/eś być jako dziecko:

(właściwie to się wahałam czy iść do 'filmówki' czy na PG)


 

10. Nigdy nie rozstajesz się z....

 (bez kalendarza i zegarka, czuję się jak bez ręki)



11. Co można znaleźć na Twojej liście życzeń:
(źródło)


12. Twoja miłość od pierwszego wejrzenia. 



13. Coś, co robisz przez cały czas. 

(ekoBUBEL- zapieranie,pranie, wieszanie, składanie....)


14. Zdjęcie tygodnia: 



15. Ulubione słowo/wyrażenie? 
 
('Helenka nie ruszaj...zostaw...nie wkładaj tam rąk...uwaga...zostaw mojego laptopa....)



16. Najlepszy moment roku. 
(02.03.12 r.)


17. Ktoś, kto zawsze potrafi Cię uszczęśliwić...

(Helenka -pod stołem u babci -zjadająca opłatek :))




Taguję:


Pozdrawiam,
mammahelenki 


 
  

piątek, 11 stycznia 2013

EKOpieluchy

Będąc w drugim miesiącu ciąży natknęłam się gdzieś w internecie na EKOmamę Reni Jusis. Obejrzałam jej filmiki z tvn-u i pomyślałam, że w wielu kwestiach ma rację. Zainspirowała mnie między innymi do olejomaniactwa. Dzięki niej dowiedziałam się o istnieniu masła shea, którym smarowałam się całą ciążę, co pozwoliło mi uniknąć rozstępów (ale za to rodzina zarzucała mi, że śmierdzę "zdechłym psem"). Reni na tyle mnie oczarowała, że postanowiłam wprowadzić eko w życie. Początkowo powoli i nieufnie- najpierw masło shea w ciąży (później inne olejki), potem eko szampony (o odżywkach nie miałam pojęcia......). Naturalną kwestią były dla mnie pieluszki wielorazowe. Reni tak bardzo zachwycała się nimi, więc zaczęłam zgłębiać temat w internecie.

Za ich zakupem przemawiał fakt podwójnego EKO. Ekonomicznie- za swój komplet pieluch zapłaciłam ok. 600 zł.
Zakupiłam:
- 15 otulaczy z wkładami (sztuka chyba 30 zł)                                  -->    15x30=450 zł
- dodatkowo 12 wkładów bamusowych za ok. 10 zł                          -->    12x10=120 zł
- bibułki                                                                                           -->        5x10=50 zł

RAZEM:                                                                                                               620 zł


Oczywiście aspekt ekologiczny również był istotny. W pieluszkach jednorazowych tyle jest chemii. Nie chciałam, żeby moja córeczka siedziała w niej dwa lata (ponoć tyle trwa okres pieluchowania). Dodatkowo robimy przysługę dla środowiska, bo wielorazówki rozkładają się krócej i wytwarzamy mniej śmieci.

Innymi zaletami, na które dałam się skusić były: przewiewność i brak odparzeń u dzieci.

Niby wszystko same plusy, a jak wyszło w praktyce ???

1) Co do EKONOMII, to powiedzmy, że wyszłam już prawie na zero (kupiłam 5 opakowań pieluch jednorazowych z lidla - te nie podrażniały małej - za ok. 28 (?) zł na czas wakacji u rodziców, jakieś wypady weekendowe, 3 pobyty w szpitalu, gdzie nie było możliwości zapierania pieluch i suszenia). Ile wydałabym na pieluchy jednorazowe ? 10 miesięcy --> 2 paczki na miesiąc za 30 zł=60 zł x 10 miesięcy= 600 zł, czyli u mnie jeszcze się nie zwróciły, tym bardziej, że nie liczę wody i prądu przy 30 minutowym CODZIENNYM praniu i zapieraniu bieżącym, gdy Helenka zrobi kupę, bo później plama się nie odpiera. Same/i przemyślcie, czy Wam się to opłaci. Dodam jeszcze, że kasę wyłożyłam od razu, co było bardziej odczuwalne niż w przypadku rozłożenia w czasie przy jednorazówkach.

2) EKOLOGIA- OK pieluchy rozkładają się dłużej, można je wykorzystać przy kilku dzieciach, zużywamy ich kilka sztuk, a nie kilka ton (jak w przypadku pieluch jednorazowych), ale o hektolitrach wody spuszczanej przy praniu już się nie mówi.

3) NAJWAŻNIEJSZE - ODPARZENIA u dziecka.

Moja córeczka miała z tym duży problem. Pieluchy z Rossmana babydream, papmpery i biedronkowe powodowały u niej ogromne podrażnienia. Pieluszki z Lidla zdały egzamin, ale co z pieluchami eko?

Zdarzało się, że i one wywoływały u niej odparzenia !!!! Nie wiem z czym to powiązać, bo zmieniam jej bardzo często. Oczywiście odparzeń było znacznie mniej niż w przypadku pieluch jednorazowych, ale nie miało być ich wcale.

4) ROBOTA.

W tym tygodniu zepsuła mi się pralka, jako niemal inżynier (mechanik) podejrzewam, że poszły łożyska :D
Wyobrażacie sobie jaki mam "sajgon" z praniem ręcznym tych pieluch.... Rozpatrzę sprawną pralkę. Jak już wspominałam, ręcznie zapierałam pieluchę po kupie. Resztę pieluch piorę w pralce, wieszam i suche już składam. Studiuję dziennie i powiem Wam, że dla mnie to jest odczuwalna strata czasu. Dodatkowo manicure na moich paznokciach znacznie krócej się utrzymuje.

REASUMUJĄC gdybym miała jeszcze raz wybór pieluch (i była bogata w doświadczenia, które opisałam wyżej) nie zdecydowałabym się na pieluchy wielorazowe.







Oczywiście małe łapki muszą wszystkiego dotknąć :)



Pozdrawiam,
mammahelenki

czwartek, 10 stycznia 2013

Jak doprowadziłam twarz do porządku, czyli OCM.



Witajcie,

Moja cera w ciąży i po urodzeniu H. uległa znacznemu pogorszeniu. Stale pojawiały się jakieś nowe "niespodzianki". Próbowałam jakoś temu zaradzić np. kupując żele to mycia twarzy przeznaczone do skóry z trądzikiem. Niestety próby te kończyły się przesuszeniem i nowymi wypryskami. Kilka miesięcy po porodzie trafiłam na swój ratunek (będę za to dozgonnie wdzięczna :*), czyli na bloga TheCurlyGal. Alinka (TheCurlyGal) opisała w nim metodę OCM. Było to moje pierwsze zetknięcie z naturalną pielęgnacją twarzy. Odstawiłam wszystkie drogeryjne produkty, zamówiłam olejki i stworzyłam swoją pierwszą mieszankę.

Przy mojej pierwszej mieszance moja cera była w okropnym stanie, więc zaczęłam od:
30% olej rycynowy + 70% olej z orzechów włoskich.
Byłam pozytywnie zaskoczona, stan mojej cery w widoczny sposób poprawił się po ok. miesiącu regularnego stosowania metody. Wypryski zniknęły, ale cera nie była przesuszona i ściągnięta. Do kolejnych mieszanek dodawałam 5 kropel olejku lawendowego bądź olejku z drzewa herbacianego.

Po ok. 3 miesiącach (od pierwszej mieszanki-> maj/czerwiec) moja cera stała się mniej problematyczna, wiec zmieniłam skład mieszanki, na taki który stosuję do dnia dzisiejszego:
20% olejku rycynowego+ 80% oleju z orzechów włoskich+ 5 kropel olejku lawendowego/z drzewa herbacianego.

Aktualnie na mojej twarzy nie ma ŻADNEGO wyprysku (czasem mi coś wyskoczy, bo moja córeczka lubi dotykać mojej twarzy i włosów, właściwie to ciągnąć za włosy :)).


Moja technika OCM:
1) Mieszankę robię na ok. 2 tygodnie - 25 ml. Strzykawką odmierzam 5ml oleju rycynowego i 20 ml oleju z orzechów włoskich. Na końcu dodaję 5 kropel olejku lawendowego bądź z drzewa herbacianego.
2) Na dłoń wylewam dużą kroplę mieszanki, następnie nakładam ją na twarz, szmatką muślinową (Liz Earle) zmoczoną w letniej wodzie pocieram twarz kilka razy. Na koniec płuczę ja zimną wodą i przykładam do twarzy :)
3) Na mokrą jeszcze buzię nakładam kropelkę olejku (najczęściej arganowego) lub kroplę pomieszaną z kwasem hialuronowym.

ZDECYDOWANIE POLECAM METODĘ OCM ! :)

Pozdrawiam,
mammahelenki




środa, 9 stycznia 2013

Moja torebka

Bardzo lubię oglądać je u innych blogerek. Uważam, że torebka wiele mówi o kobiecie. Jaka jest moja torebka ?


Jest czerwona i duża :) Zazwyczaj noszę dwie torebki - jedną na spacer z córeczką i jest to skórzana torba przez ramię, by było wygodniej pchać wózek. Ta jest drugą ulubioną, gdy mam zajęcia na uczelni. Jest to skórzana torebka Daniel Hechter.



ZAWARTOŚĆ TOREBKI:





1. Kalendarz - ułatwia porządkowanie spraw uczelnianych, domowych, włosowych i rodzinnych.
2. Pióro i długopis Waterman Hemisphere- jestem im już długo wierna :)
3. Portfel
4. Okulary Ray Ban - na słoneczne dni, również zimą.
5. Klucze i breloczek z allegro handmade,
6. Chusteczki higieniczne,
7. Gumy do żucia,
8. Rękawiczki H&M,
9. KOSMETYCZKA, a w niej:
- coco chanel mademoiselle edt (moja milość <3, w łazience stoi jeszcze edp)
- elizabeth arden 5th avenue (ciągle do niego wracam....zauroczenie z liceum),
- szklany pilniczek,
- bibułki matujące Perfecta,
- olejek migdałowy KTC (zamiast kremu do rąk i błyszczyka).

Zazwyczaj noszę jeszcze w torebce telefon i książkę/gazetę.
Marzy mi się dołożyć do niej torebkową wersję tangle teezer.

Pozdrawiam,
mammahelenki

Wypadanie włosów po urodzeniu dziecka

Witajcie,

Postanowiłam napisać post o wypadaniu włosów po ciąży. Problem ten przysporzył mi mnóstwo zmartwień, ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Mówi się, że podczas ciąży kobietom wspaniale rosną włosy- wcale nie zauważyłam tego u siebie. Włosy żyły swoim życiem, myte jedynie szamponem ekologicznym (nie miały jeszcze pojęcia o istnieniu odżywki...), aż do 3- 4 miesiąca po porodzie. Wówczas zaczęły masowo wypadać. Po kilku dniach wzmożonego wypadania zaczęłam szukać informacji w internecie i tak znalazłam bloga Anwen (kocham Cię Anwen!) i jeszcze kilku włosomaniaczek. Postanowiłam wybrać się do lekarza ogólnego, który zbagatelizował całą sprawę. Było to na początku mojego wypadania, więc i ja zbagatelizowałam moje wypadanie. Po spędzeniu kilku nocy na blogach włosomaniaczek wybrałam się na zakupy (stworzyłam nawet specjalną listę).

KUPIŁAM:
1) Ampułki Radical przeciw wypadaniu włosów (x2),
2) Seboradin (odżywka z żen-szeniem),
3) Olejek rycynowy,
4) Wcierka Jantar,
5) Joanna rzepa odżywka (ze wspaniałą butelką :)) i Joanna rzepa ampułki,
6) odżywki i maski: 1 stapiz sleek line, 1l kallos, maska drożdżowa, Isanna babasu, Biovax l'biotica do włosów wypadających i zniszczonych, alterra granat maska i odżywka, maska wax do włosów wypadających,
7) szampony: balsam do kąpieli babydream fur mamma, szampon alterry z kofeiną, alterra granat, szampon radiacal do włosów wypadających,
8) olejki: 100 ml sesa, 150 ml Łopianowy, 210 ml Khadi, 100 ml olejek z czarnuszki, 200 ml olej kokosowy vatika,
9) Woda brzozowa Isana,
10) Tangle Teezer <3,
11) masażer do włosów.

 Mój TŻ trochę marudził, gdy dowiedział się ile zapłaciłam (mimo iż znacząco zaniżyłam koszty :D), ale przekonałam go, że wszystko jest niezbędne :) Nie mógł zrozumieć tego iż, wcześniej mimo używania samego szamponu moje włosy były takie ładne, a teraz potrzebuję tak wielu produktów. Z czasem w myślach przyznałam mu rację, bo od zakupów minęło pół roku i dopiero zużyłam niemal całe zapasy, ale wtedy faktycznie musiałam mieć koniecznie całą listę :)

Wracając do wypadania. Mimo używania wyżej wymienionych produktów włosy nadal wypadały "garściami". Płakałam przy myciu i czesaniu włosów. Przeszłam nawet przez etap "może lepiej nie myć", przez co zamknęłam się w domu, bo wstyd było wychodzić. Bałam się, że wyłysieję. Wpadłam w obsesję włosową. Po myciu liczyłam ile włosów mi wypada. Bywało nawet 150, które przy mojej długości (zdecydowanie za łopatki) zapychały mi odpływ ;| Odwiedziłam innego lekarza ogólnego, który tłumaczył mi, iż jest to normalne po ciąży, a włosy odrosną.....z suplementów wewnętrznych brałam i nadal biorę FEMIBION2 dla kobiet karmiących (ok. 50 zł). Z czasem wypadało mi włosów trochę mniej, a teraz (10 miesiąc po porodzie, w nocy nadal dokarmiam piersią) ok. 10-15 przy myciu, co jest wręcz cudownym wynikiem :) Mam też mnóstwo babyhair. Nie wiem czy jest to zasługą siemię lnianego (opis eksperymentu znajdziecie u blondhair, którą pozdrawiam :)), czy któregoś z wyżej wymienionych produktów z listy. Robiłam wszystko by przestały wypadać :)

Dziewczyny z podobnym problemem do mojego, strasznie Wam współczuję, bo wiem przez co przechodzicie. Przeczekanie wydaje mi się najlepszą metodą rozwiązania problemu. Poza tym macie wspaniałe dzieci, które są najlepszymi pocieszycielami :)





Pozdrawiam,
mammahelenki


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...